czwartek, 24 marca 2011

Magia procentu składanego, jeden z fundamentów inwestowania

Zanim napiszę coś o mojej strategii inwestycyjnej jaką jest inwestowanie długoterminowe muszę wspomnieć o czymś, co tak naprawdę mnie do niej przekonało.
Chodzi mi konkretnie o efekt procentu składanego. Coś jest na rzeczy skoro sam A.Einstein powiedział kiedyś że  "Największym wynalazkiem ludzkości jest procent składany." Procent składany to nic innego jak tylko ponowne inwestowanie zysku z inwestycji, a jego magia pojawia się wtedy gdy połączymy jego moc z regularnością w oszczędzaniu, czy inwestowaniu. Nie trudno się domyśleć że kłania się tutaj dyscyplina, której utrzymanie jest jednym z najtrudniejszych aspektów w procesie inwestycyjnym.

Trochę dziwi mnie jak czasami ludzie próbujący odnieść sukces w inwestycjach bagatelizują efekt procentu składanego. Długi czas w którym działa jego magia jest potężnym aktywem, a przełożenie decyzji o oszczędzaniu czy inwestowaniu tylko o rok powoduje że tracimy w przyszłości bardzo dużo.

Przykład działania procentu składanego.
 Wartość kapitału początkowego 4000 zł. Roczna stopa zwrotu 40%.


1
5600
2
7840
3
10976
4
15366
5
21512
6
30118
7
42165
8
59031
9
82644
10
115701
11
164982
12
226775
13
317485
14
444480
15
622272
16
871181
17
1219653

Z powyższej tabelki widać że po 17 latach zakładając stałą stopę zwrotu 40% rocznie przekraczamy kwotę miliona złotych. Przyrost kapitału w ostatnich siedmiu latach jest wręcz imponujący i to wszystko z początkowej kwoty tylko 4000 zł !!! Nietrudno domyśleć się gdzie jest haczyk.
Uzyskanie stopy zwrotu na poziomie 40% w skali roku jest sporym wyzwaniem, dlatego na pewno nie jest to rozwiązanie dla oszczędzających na lokatach bankowych czy inwestujących w obligacje. Trzeba tutaj pokusić się o instrumenty bardziej ryzykowne którymi mogą na przykład być akcje. Realny poziom ustalonej przez nas stopy zwrotu spowoduje, że zaczynamy tworzyć swoisty plan inwestycyjny który teraz będzie naszym sprzymierzeńcem w podejmowaniu decyzji.  Wspominając o inwestowaniu w akcje to czy musi ono  być dla nas ryzykowne ?? moim zdaniem wcale tak być nie musi, ale to już inny temat.
Wracając do procentu składanego może on naprawdę odmienić nasze życie, i to od nas zależy czy wykorzystamy to narzędzie dla własnej korzyści, czy zignorujemy je poprostu  uznając że jest to niepotrzebny wynalazek.
Jeżeli tylko chcemy policzyć sobie inny wariant niż ten z tabelki wyżej i dobrać inne parametry rocznej stopy zwrotu i kapitału początkowego możemy użyć  kalkulatora do tych obliczeń.

Wszystko byłoby piękne gdyby procent składany zawsze nam sprzyjał, niestety nie zawsze tak jest. Sytuacja zmienia się diametralnie gdy zaczynamy tracić. I tak przykładowo:

- tracąc 30% kapitału żeby odrobić stratę potrzebujemy wzrostu 43%
- tracąc 40% kapitału żeby odrobić stratę potrzebujemy wzrostu 66%
- tracąc 50% kapitału żeby odrobić stratę potrzebujemy wzrostu 100%
- tracąc 60% kapitału żeby odrobić stratę potrzebujemy wzrostu 150%

Świadomość tak dużych strat i ich mozolnego odrabiania jeszcze bardziej powinna zmobilizować nas do stworzenia takiej strategii inwestycyjnej, aby narzędzie jakim jest procent składany pracowało zawsze dla nas, a nie przeciwko nam.

wtorek, 12 października 2010

Ciekawy przypadek Roberta Kyosakiego

Czasem zastanawiałem się dlaczego spośród moich znajomych tylko ja zajmowałem się inwestycjami giełdowymi. Nie potrafiłem sobie tego do końca wytłumaczyć, ale mniej więcej w 2006 roku trafiły do mnie dwie książki Roberta Kiyosakiego, pierwsza to "Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec", druga "Kwadrant przepływu pieniędzy"

Bogaty ojciec, biedny ojciec

Po przeczytaniu "Biednego Bogatego Ojca" znacznie wzrosła moja motywacja do inwestowania i widziałem że kierunek w którym podążam jest słuszny. W późniejszych latach wiedza z tej książki pozwoliła mi na zachowanie dyscypliny finansowej, właściwym postępowaniu z pieniędzmi (inwestowaniu ich) i mimo że pracuję na etacie i traktuję moją pracę poważnie, to równie poważnie zajmuję się moimi inwestycjami, choć w przeszłości nie mogę powiedzieć że tak było .
Zresztą głównym przesłaniem tej książki jest ucieczka z "wyścigu szczurów", a co za tym idzie zdobycie niezależności i wolności finansowej. Sam autor jest ekspertem od spraw rynku nieruchomości, i choć o giełdzie ma niewielkie pojęcie to może nam pomóc w odpowiednim kształtowaniu mentalności inwestycyjnej.

Druga książka Kiyosakiego pozwala nam na odnalezienie się w odpowiednim miejscu systemu przepływu pieniędzy. Pozwala na szersze spojrzenie na naszą aktualną sytuację finansową i ewentualnie jej zmianę, Książka wyjaśnia wady i korzyści jakie mamy będąc pracownikiem etatowym, samozatrudnionym, biznesmenem, czy inwestorem. Pozwala na określenie przyszłych działań mogących zmienić sytuacje osoby niezadowolonej z aktualnego sposobu zarabiania pieniędzy.



Kwadrant przepływu pieniędzy

Główną zaletą tych książek, jak i zresztą innych książek Roberta Kiyosakiego jest prosty przekaz. Nawet osoba nie będąca biegła w dziedzinie finansów i ekonomii nie powinna mieć problemów ze zrozumieniem teksu. Swoją drogą dziwię się trochę że tematyka zawarta w książkach nie jest przekazywana na poziomie naszego szkolnictwa, ale to już temat na debatę i chyba nie ma tego co tutaj rozwijać ...

W mojej opinii jednak te publikacje mają jedynie wartość motywacyjną i na tym póki co poprzestałbym. Mam poważne wątpliwości czy Kiyosaki ma jakieś konkretne pojęcie o rynku papierów wartościowych, a nawet o rynku nieruchomości o którym pisze najwięcej. Jeżeli za bardzo ktoś wgłębi się w tematykę jego książek to można odnieść wrażenie, że to typowy sprzedawca marzeń ... podobnie jak Tony Robins może wskazać nam pewną drogę, ale nic poza tym. W większości ludzie po oswojeniu się z treściami takich "motywatorów" są naładowani pozytywną energią i to jest ok, niestety trwa to dość krótko i szybko się kończy. Wg. mnie główne cechy które decydują o sukcesie w różnych dziedzinach życia związane są ściśle z dyscypliną i determinacją, a te z kolei szkoląc w sobie powodują że wcale nie musimy zawsze czuć się świetnie ... dla wielu będzie to oznaczało wiele wyrzeczeń i związanego z tym trudu dnia codziennego.


piątek, 8 października 2010

Czas na edukację i zdobywanie doświadczenia

Jeżeli chcemy do czegoś dojść i odnosić sukcesy, to niemal w każdej dziedzinie życia niezwykle istotnym elementem jest edukacja i coś co jest nie mniej ważne, a czasem nawet ważniejsze, chodzi o doświadczenie.
Żeby wykreować sobie pewną przewagę inwestując na giełdach akcji trzeba naprawdę się solidnie przyłożyć, bo nieodrobione zadanie domowe może nas w przyszłości bardzo drogo kosztować.
Trzeba sobie zdawać sprawę kto oprócz nas jeszcze inwestuje lub spekuluje na giełdzie i tutaj położenie początkującego inwestora jest nie do pozazdroszczenia.

Nie tylko my walczymy o jak najwyższą stopę zwrotu która jest niejako miernikiem naszych decyzji inwestycyjnych. Po tej samej, albo po przeciwnej stronie rynku mamy ludzi którzy reprezentują cały przemysł inwestycyjny czyli np:

- zawodowi inwestorzy i spekulanci
- insiderzy (ludzie z wewnątrz spółek)
- zarządzający różnych funduszów (TFI, OFE, FIZ, Asset Management, fundusze hedgingowe)
- Skarb Państwa
- doradcy finansowi i inwestycyjni

Kiedy spojrzy się na CV tych nawet nie najlepszych, ale ze średniej półki człowiek naprawdę może nabawić się kompleksów, ale mając w sobie motywację  do nauki, zestaw odpowiednich narzędzi, a przede wszystkim dyscyplinę i konsekwencje w działaniu to wcale nie jesteśmy na straconej pozycji.
Wszystko zależy teraz już tylko od nas, od naszego zaangażowania i chęci uczenia się, a w dużej mierze będziemy musieli uczyć się sami, sami będziemy szukali interesujących nas treści i mentorów, a to wcale nie  jest takie proste.
Często jest tak, że główne problemy tkwią w nas samych, w naszych nawykach, dlatego też nierzadko w procesie kształcenia zmieniamy samych siebie. Gdyby wszystko opierało się na teorii sprawa byłaby całkiem prosta, niestety w inwestycjach bardzo istotny jest komponent emocjonalny, a ten kształtujemy poprzez doświadczenie i to czasem wieloletnie.
Osobiście uważam że psychologia w inwestowaniu to około 70% sukcesu na giełdzie, dlatego jej znajomość jest naprawdę ważna. Kluczem będzie tutaj inteligencja emocjonalna, ale o tym napiszę coś później ...

Pierwszą książką którą przeczytałem na temat giełdy była "Sztuka spekulacji" Zenona Komara, było to chyba w roku 1996:

Sztuka spekulacji

Przez wielu ówczesnych inwestorów ta książka było niemalże ich biblią z chociażby z tego względu, że na rynku było bardzo mało publikacji na temat giełdy, a "Sztuka Spekulacji" oferowała naprawdę sensowne treści dlatego sądzę że obecnie warto zaznajomić się z tą pozycją chociażby z tego względu, że jest to giełdowa klasyka ... 

wtorek, 11 maja 2010

Witamy na GPW

Moje zainteresowanie giełdą do tego stopnia wzrastało że oprócz notowań w serwisach ekonomicznych prasy codziennej zacząłem systematycznie kupować gazetę "PARKIET", najczęściej w soboty, bo wtedy były tam zamieszczane podsumowania z całego tygodnia. Trzeba było się śpieszyć rano, bo Pani w kiosku dysponowała 2-3 egzemplarzami i jak się człowiek nie załapał  musiał deptać do następnego.
Wtedy w 1995 roku hitem na giełdzie była spółka Computerland która osiągnęła roczną stopę zwrotu około 400%.
Na co trzeba zwrócić uwagę to sektor w którym działała ta spółka, czyli informatyka. Chodzi o to, że kilka lat później spółki z tego sektora spowodują coś co popularnie nazywane było bańką spekulacyjną, a ta pod nazwą "Wielka Hossa Internetowa" była naprawdę czymś niesamowitym ...
Ponieważ nasz kraj był świeżo co po zmianie systemu zaczęła się wielka wyprzedaż majątku narodowego popularnie zwana prywatyzacją. O ile na początku powstania giełdy spółek notowanych było chyba 10, to w kolejnych latach ich liczba dość szybko zaczęła rosnąć i to głównie dzięki prywatyzacji.
Debiuty takich spółek niemalże zawsze były udane co świadczyło o coraz większym zainteresowaniu naszym rynkiem kapitałowym ze strony nie tylko inwestorów indywidualnych, ale coraz większej ilości funduszy inwestycyjnych, nawet tych z zagranicy. Dodatkową zachętą ze strony państwa była możliwość odliczenia zakupu akcji prywatyzowanych spółek od podatku, no i oczywiście zyski z akcji nie podlegały opodatkowaniu.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Pierwsze inwestycje ...

Reformy gospodarcze w Polsce oraz uruchomienie warszawskiej giełdy papierów wartościowych zachęciły szefów The Pioneer Group do zainteresowania się naszym rynkiem. W marcu 1992 roku The Pioneer Group powołał do życia Pioneer Pierwsze Polskie Towarzystwo Funduszy Powierniczych, jako 100-proc. jego właściciel. Natomiast w lipcu wprowadził na rynek nieznaną dotychczas metodę zbiorowego inwestowania, czyli Pioneer Pierwszy Polski Fundusz Powierniczy (obecnie: Pioneer Zrównoważony).


Ponieważ dokładnie 12 stycznia 1994 roku dostałem wezwanie do armii :) coś trzeba było zrobić z pieniędzmi które wówczas zaoszczędziłem i padło na ten właśnie fundusz. (prawdę mówiąc innych wtedy nie było).
W TV leciały zachęcajace reklamy o potęznych stopach zwrotu rzędu 200 % rocznie, a to już budziło moją wyobraźnię, bo jak sobie prosto policzyłem przez 15 miesięcy pobytu w wojsku zarządzający  potroją mój całkiem przyzwoity jak dla mnie  kapitał. (było to około 30 milionów co na nowe PLN równe było około 3 tys. :)
Tak postanowiełem i tak zrobiłem, niestety moja wiedza o rynku kapitałowym, a w zasadzie niewiedza szybko zweryfikowała moje ambitne plany.
Zakupu jednostek funduszu dokonałem w końcowej fazie trwającej 2 lata wielkiej hossy  1993-1994 (de facto to Pionier ją po części napędzał) i potem tylko zza krat jednostki w Powidzu wysłuchwałem z komunikatów radiowych do połowy 1995 roku jak jednostki mojego funduszu lecą na pysk, zresztą z całą giełdą. 
Po powrocie do cywila w krótkim czasie umorzyłem jednostki ze stratą której nawet nie pamiętam i już nigdy nie myślałem o inwestowaniu w fundusze. 
Zacząłem jednak drążyć temat i to co zwróciło moją uwagę to same akcje notowane na GPW. 

czwartek, 16 kwietnia 2009

Dlaczego akurat inwestowanie na Giełdzie Papierów Wartościowych ?

Na to pytanie jest mi naprawdę trudno odpowiedzieć i jak sięgam pamięcią wstecz odpowiedzi może być naprawdę wiele.
Czy ktoś z Was pamieta film emitowany przez TVP na początku lat 90-tych "Capital City" ?
Dla przypomniena był to serial w którym przedstawiono życie maklerów w fikcyjnym brytyjskim banku Shane-Longman, ich życie zawodowe, prywatne, sukcesy i porażki.
Główni bohaterowie to byli młodzi ludzie pełni energii, marzeń a praca w znanym banku była dla nich czymś szczególnym. Wtedy jeszcze jako nastolatka ten serial zainteresował mnie szczególnie. Pamiętam jak po zajęciach w technikum wieczorowym robiłem wszystko żeby tylko w porę usiąść przed telewizorem o 21:00 i z zaciekawieniem śledzić losy sympatycznych maklerów Shane'a.



Dynamiczna akcja, cały ten zgiełk w sali operacji maklerskich podczas sesji giełdowej, nieoczekiwane zwroty sytuacji, to było coś co naprawdę wtedy podziałało mi na wyobraźnię.
To był początek lat dziewięćdziesiątych, czyli u nas w Polsce krótko po zmianie ustroju i emisja takiego filmu w mediach była zwiastunem już wkraczającego kapitalizmu. Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby robić coś takiego jak Max Lubin, Declan MacConnahie, czy Sirka Nieminen i pewnie już wtedy gdzieś tam w moim umyśle zostało zasiane w głowie ziarno do inwestowania w akcje, choć droga do tego była jeszcze bardzo daleka.
Co by nie powiedzieć o początku lat 90-tych to były naprawdę ciekawe czasy.

Żeby była jasność ten blog zaczynam pisać od kwietnia 2010 roku, a daty zmieniam w celu lepszego pokazania chronologii zdarzeń.

Jeżli już mowa o filmach o giełdzie, to za wiele ich nie mamy. Przypomnę tylko chociażby nasz polski dość sympatyczny film z 1999 roku "Pierwszy milion" Waldemara Dzikiego. 
Akcja filmu osadzona jest w czasach młodości 3 bohaterów wychowujących się w starych   warszwskich kamienicach. Ich start w dorosłe życie przypada na okres wszesnego polskiego kapitalizmu czyli początek lat 90-tych.


Porównując aktualną rzeczywistość do początków  kapitalizmu tamtych lat trzeba jasno powiedzieć, że te czasy już dzieli przepaść. Widać to doskonale po bohaterach filmu, którzy nie chcą budować swojej fortuny jak to robiono w krajach Europy Zachodniej przez  dziesiątki lat, a nawet przez kolejne pokolenia.
Dla nich zarobienie pierwszego miliona, a potem kolejnych było tak ważne, że ludzie ci dążyli po trupach dla osiągnięcia celu.
Ich poczynania na giełdzie trudno było nazwać inwestowaniem, była to raczej typowa spekulacja oprarta na emocjach, a nawet można użyć tutaj pojęcie gra hazardowa,  gdzie oprócz komponentu emocjonalnego w miarę niepowodzeń coraz większą rolę zaczynał odgrywać alkohol i narkotyki.
Pomijam już fakt że jak ten film obejrzałem po paru latach ludzie ci mogą niejednemu wydawać się śmieszni, bo np. pierwsze zarobione duże pieniądze przeznaczali na wszystkie możliwe dobra luksusowe jakie tylko są np.drogie cygara, markowy alkohol, drogi sygnet, czy brzęczący  złoty łańcuch na szyję, ale w sumie taki był urok tamtych czasów ...




www.maklerska.pl